czwartek, 3 sierpnia 2017

Komentarze, opinie i analizy po testach Roberta Kubicy na Hungaroringu /aktualizacje/

          Powoli opada już "kurz" po tym niezwykłym wydarzeniu dla całego świata motorsportu. Robert Kubica podczas węgierskich testów Formula 1 zaskoczył swoja dyspozycją nie tylko ekspertów i kibiców ale również inżynierów bezpośrednio współpracujących z nim na torze.
             Pora zatem na pierwsze podsumowania, komentarze i opinie ekspertów po tym co mogliśmy, za sprawą ekipy Renault Sport Formula One Team i Roberta Kubicy obserwować na węgierskim Hungaroringu.

             Na początek, dzięki uprzejmości dziennikarzy Przeglądu Sportowego zapraszamy do zapoznania się z pełnym zapisem konferencji prasowej Roberta po zakończeniu testów na Węgrzech.

Jakie czuje pan emocje po dniu we współczesnym bolidzie Formuły 1?
Są mieszane, jak zawsze. Początek nie był łatwy. Zaliczyłem prawdopodobnie jedną z największych wpadek w F1. Tak mocno koncentrowałem się, aby nie potrącić ludzi przed garażem, że zapomniałem, że samochody są dłuższe i szersze. To był tak naprawdę jedyny błąd, a to pozytyw. Oczywiście lepiej byłoby nie popełniać żadnego, ale myślę, że dzień był bardzo produktywny. Szczególnie dla mnie, ale też i dla zespołu. Mieliśmy sporo komponentów do sprawdzenia i straciliśmy tylko jeden przejazd, na koniec, z powodu czerwonych flag, ale poza tym idealnie wykonaliśmy dzisiejszy program jazd. Było gorąco, za kółkiem dużo się działo. Samochody są szybkie. Największym problemem było to, że te auta nie mają nic wspólnego z bolidami, którymi się ścigałem, czy testowałem ostatnio. To normalne, że gdy tak wiele rzeczy się różni, zabiera trochę czasu, zanim się zaadaptujesz. Oczywiście zawsze chciałoby się więcej, ale musimy być realistami. Wykonaliśmy dobrą robotę.

Czego pan jeszcze potrzebuje w drodze powrotnej do Formuły 1?
Dzisiejsza Formuła 1 znacząco się zmieniła. Jest dużo nowości, a ja już powiedziałem kiedyś, że dwa dni testów to jest to minimum, którego każdy kierowca potrzebuje, szczególnie, kiedy to, co ma zakodowane i to, co sobie wyobraża ma tak naprawdę mało wspólnego z obecną Formułą 1. Odczucia, które mam teraz, kiedy ochłonąłem, są bardzo pozytywne. Jak sobie myślę, jak to wszystko wyglądało, to było dużo lepiej, niż sądziłem, że będzie.

Jak bardzo zmieniły się współczesne bolidy w porównaniu z dawną Formułą 1?
Wiedziałem, że doświadczę czegoś, czego nigdy wcześniej nie doznałem. Konstrukcja bolidów F1 jest teraz kompletnie inna. Nie chodzi tylko o silnik, czy szersze opony. Wszystko jest inne. Samochód Renault z 2017 nie ma prawie nic wspólnego z bolidem z 2012 roku. Oczywiście, gdy po raz pierwszy wskoczyłem do starszego auta, wszystko było mi znacznie bliższe, ponieważ w tych latach F1 nie zmieniła się tak bardzo, jak ostatnio. Od strony kierowcy nie mogłem więcej oczekiwać. Dziś dużo się nauczyłem i zebrałem mnóstwo informacji. Teraz potrzebuję więcej czasu, aby je przemyśleć. To był dobry dzień.

Dopingowało pana wielu polskich kibiców. Czy słyszał pan, jak śpiewali hymn Polski i jak pan odbiera to wsparcie?
Widziałem kibiców i bardzo im dziękuję za przybycie, za doping i za wiarę. Mam nadzieję, że mieli frajdę. Oczywiście jadąc, czy siedząc cały czas w bolidzie, nie mogłem za bardzo słyszeć, co krzyczeli, czy śpiewali, ale zespół mi opowiadał, że było dużo owacji, śpiewów i kibicowania, co jest bardzo miłe. Uważam, że podziękowania kibiców dla Renault, do tego po francusku, były szczere i najmilsze z tego wszystkiego. Należy pamiętać o tym, że jestem tu tak naprawdę tylko i wyłącznie dlatego, że Renault dało mi szansę i za to bardzo dziękuję. Byłem bardzo mile zaskoczony. Musimy docenić, co ten zespół zrobił dla mnie przez te dwa ostatnie miesiące.

Jaki jest obecny stan pana przygotowań?
Węgry to jeden z najtrudniejszych torów. Jadąc tu, wiedziałem - a Nico Hulkenberg powiedział to samo - że jeśli będę w stanie pojechać tu, to zapewne będę w stanie jeździć wszędzie. To była ciężka praca, ale myślę, że większość kierowców miało dziś ciężko. Nie ukrywam. Nie było łatwo, ale było dobrze. Przejechaliśmy ponad 140 kółek, a ja kolejnego dnia z łatwością mógłbym testować dalej, więc przygotowanie fizyczne jest dobre. To dobry znak. Oczywiście trzeba je jeszcze poprawić, bo może być jeszcze lepsze, ale tak jest zawsze. Gdyby ktoś mi powiedział trzy miesiące temu, że przejadę tu 140 kółek, brałbym to w ciemno, ale jak już się udało, to zawsze chcesz więcej. Musimy być jednak zadowoleni. Ja jestem.

Czy jest pan szczęśliwy po dym dniu?
Tak, ale nie w stu procentach. Był dziś punkt zwrotny. Po raz pierwszy wysiadłem z samochodu podczas przerwy na lunch. Wcześniej wsiadłem przed dziewiątą rano i jeździłem do pierwszej po południu i nie miałem tak naprawdę czasu na przemyślenie, co się dzieje i poukładanie sobie w głowie tych rzeczy. Ustalenie priorytetów. Po prostu zbierałem informacje i odczucia, ale nie miałem czasu na ich przetworzenie. Gdy wyskoczyłem z auta, miałem trochę przerwy i gdy wróciłem o drugiej, czułem się, jak inny kierowca. Samochód był znacznie bardziej przyjazny, bo znałem go lepiej, a to dobry znak. Wiele osób uważa, że poprawiasz się tylko jeżdżąc, ale możesz się poprawiać także myśląc o tym i to się właśnie stało. Z pewnością, gdybym miał jeździć jutro, już teraz mam pomysły, co jeszcze można zrobić lepiej i z pewnością znałbym auto jeszcze lepiej i wszystko przychodziłoby mi łatwiej i bardziej naturalnie, a taki był cel tych jazd.

Jakie są pana dalsze plany?
Jedyny plan, jaki teraz mam, to wsiąść do samolotu i wrócić do domu. Co do reszty, nie wiem. Zobaczymy. Z pewnością chciałbym dostać jeszcze kolejne szanse, ale prawda jest taka, że nie wiem, co się wydarzy. Będziemy musieli poczekać i się przekonamy.

Tracił pan tylko 0.16 sekundy do czasu Jolyona Palmera w kwalifikacjach. Czy patrzył pan w ogóle na czasy okrążeń? Jechał pan rytmem kwalifikacyjnym?
Szczerze mówiąc, nie pamiętam nawet, jakie czasy robili tu kierowcy podczas weekendu wyścigowego, więc... Mieliśmy plan do wykonania. Ważne rzeczy. Przejazdy, abym odnalazł się w samochodzie - tylko po to, aby uzyskać informacje niezbędne dla mnie, ale większość pracy poświęcaliśmy na rozwój nowych komponentów dla zespołu i ucząc się nowych rzeczy. Celem było przyjechanie tak wielu kilometrów, jak się da, a ten cel osiągnęliśmy i to jest najważniejsze.

Czy od 2011 roku tylko Renault chciało panu dać szansę powrotu do F1, czy po wielu pracach w symulatorach miał pan inne możliwości, na przykład z Mercedesem, czy innymi zespołami?
To było już dawno temu. Myślę, że gdybym chciał, mógłbym testować samochód Formuły 1 wcześniej. Kilka lat temu, ale miałem inne priorytety na tamtym etapie. Dla mnie było oczywiste, że kiedy dostanę szansę, muszę mieć pewność, że wykonam swoją pracę odpowiednio i muszę być odpowiednio przygotowany. Uważam, że była to właściwa decyzja.

W 2013 roku powiedział pan, że powrót do F1 to marzenie nie do spełnienia. Czy teraz, po kilku testach, wciąż jest tak samo?
Przez ostatnich sześć lat przechodziłem przez różne etapy życia. Poświęcone głównie moim problemom zdrowotnym i urazom. Dużo działo się także w mojej głowie, co było normalne. Teraz moje podejście jest bardzo proste: wszystko może się zdarzyć. Patrząc, w jakim punkcie byłem cztery miesiące temu, a w jakim jestem teraz, to po prostu wielka zmiana i zaszła ona bardzo szybko, więc myślę sobie, że skoro w trzy miesiące tak bardzo się poprawiłem, a poszedłem daleko do przodu, w przyszłości też wszystko może się zdarzyć. Musimy jednak twardo stać na ziemi. Nic nie będzie tu łatwe. Z pewnością moim celem jest uzyskanie jakiegoś zajęcia w F1. Jeśli będę w stanie i dostanę taką szansę, ale nie wiem, czy tak się stanie. Jedno jest pewne. Jeśli to się nie wydarzy, nie będę rozczarowany, ponieważ patrzę na tę szansę i sytuację bardzo, bardzo realistycznie. Po pierwsze bardzo doceniam, co zrobiło dla mnie Renault. Kiedy spotkaliśmy się po raz pierwszy chyba nikt nie przypuszczał, że pozwolą mi pojechać na Hungaroringu podczas oficjalnego dnia testów, a jednak właśnie to się wydarzyło, więc to pokazuje, że ostatnich dwa i pół miesiąca były dość ważne dla mnie. Jednak z tego punktu, robienie kolejnych postępów to będzie jeszcze długa droga. Cel jest daleko, daleko z przodu, więc chciałbym cieszyć się chwilą i wszystkim, co wydarzyło się dziś.

Jak duże są to postępy?
Z pewnością, jeśli znów dostanę szansę wskoczenia do samochodu, wszystko będzie znacznie łatwiejsze i bardziej swojskie. A najlepsze odczucie, jakie możesz mieć jako kierowca, to właśnie wówczas, gdy wszystko przychodzi tak łatwo, że nie myśli już o tym. Jednak, gdy wszystko jest dla ciebie nowe, to musisz o tym myśleć. Koncentrować się na nowych rzeczach. Wciąż analizować podczas jazdy, a szczerze mówiąc ostatnią rzeczą, jaką chciałbym dziś zrobić, to wypaść z trasy, albo rozbić samochód. Nikt by tego nie chciał. Wiedząc to, uważam, że popołudnie było bardzo produktywne nie tylko z punktu widzenia zespołu, lecz także kierowcy.
Opowiadał pan o fizycznych ograniczeniach, powstrzymujących pana wcześniej przed powrotem. Co to dokładnie było przed tym testem? Co się zmieniło? Przeszedł pan operacje? Inne okoliczności?
Nic się nie zmieniło. To pan powiedział, że nie było to możliwe. Jeśli chodzi o moje ograniczenia, jestem tym samym człowiekiem, co rok, miesiąc czy tydzień temu. Są takie same. Zmieniły się za to moje przygotowania od strony fizycznej, bo zacząłem się szykować. Nie planowałem powrotu, ale wiedziałem, że jeśli dostanę szansę, to muszę być gotowy, a F1 to bardzo wymagający sport. Obecne samochody są jeszcze bardziej wymagające od poprzednich.

Czemu?
To najszybsze bolidy ostatnich dwudziestu lat. I są znacznie cięższe, a to jest największa różnica. Nikt o tym nie mówi, bo kierowcy do tego przywykli. Co rok, czy dwa zwiększano wagę minimalną bolidów, ale z mojego punktu widzenia, gdy ostatnio się ścigałem, auta miały 625 kilogramów. Teraz woziłem po torze sto kilogramów więcej, a to ogromna różnica. W rajdówce, która waży 1300 kilogramów, gdy wrzucisz do środka dodatkowe koło zapasowe, ważące 20 kilogramów, czujesz to. Wyobraźcie więc sobie samochód, który waży 600 kilogramów który robi się cięższy o 100 kilogramów! To była wielka zmiana, w porównaniu z tym, co znałem wcześniej i czego nauczyłem się w przeszłości. Miałem dużo nauki, ale od strony fizycznej... W samochodzie wygląda to znacznie lepiej, niż z zewnątrz. To jest najważniejsze.
Jak komfortowo się pan czuje, jeśli chodzi o obsługę przycisków na kierownicy? Czy może pan nimi operować?
Nie stanowi to żadnego problemu.

Czy czuł pan jakikolwiek ból i jakie zmiany na kierownicy wprowadzono, aby panu pomóc?
Nie czułem żadnego bólu. Przeciwnie, czułem się całkiem dobrze. Oczywiście jestem zmęczony, bo największym wyzwaniem był upał. To był gorący dzień, a ja jeździłem przez osiem godzin i wyskoczyłem z samochodu tylko raz, na dziesięć minut, a gdy stoisz w garażu, samochód robi się bardzo gorący, ale wiedziałem, że tak będzie, bo to nic nowego. Jeśli chodzi o kierownicę, nie było na niej nic, co zostałoby przygotowane specjalnie dla mnie. OK. Dźwignia zmiany biegów została dostosowana, ale to rozwiązanie, które było używane w przeszłości, a ostatnio pewne inne ekipy je stosowały. Nawet ja to testowałem w symulatorze, więc nie ma nic, co zostałoby wykonane specjalnie dla mnie. A ta kierownica została zaadaptowana w ciągu ostatnich dwóch dni. Tylko przestawiono funkcje przycisków, abym te o wyższym priorytecie mógł obsługiwać z większą łatwością, a te o niższym znaczeniu, których nie używasz nigdy lub sporadycznie, są na pozycjach trudniejszych do dosięgnięcia. Poza tym wszystko jest standardowe.

Jak bardzo różni się ten bolid od poprzedniego, którym pan jeździł?
Wszystko się różni, od stylu jazdy, charakterystyki bolidu, opon, szerokości auta, o czym od razu mogłem się przekonać. Dawniej wyjeżdżając z boksu patrzyłeś, czy aby nie zgarniesz kogoś przednim skrzydłem i tak właśnie zrobiłem dziś, a zapomniałem, że bolid jest dłuższy i szerszy, więc nie był udany pierwszy wyjazd z boksu, ale później wszystko poszło już z górki.

Jak szybko poczuł się pan swobodnie w kokpicie.
W kokpicie było dużo nowości. Wszystko było nowe, więc początkowo nie czułem się naturalnie. Było to nowe środowisko. Punktem zwrotnym była przerwa na obiad, kiedy wyszedłem z bolidu, odetchnąłem, przeanalizowałem parę rzeczy, zobaczyłem, co, gdzie i jak poprawić i wsiadając po raz drugi od razu poczułem się dużo lepiej. Naturalnie - i to było najlepsze odczucie tego dnia. Najważniejsze, że poza ostatni, wyjazdem, gdy w ciągu 25 minut były trzy czerwone flagi, program został wykonany w stu procentach.

Czy coś z tych nowości szczególnie pana zaskoczyło?
I tak i nie. Łatwiej uczyć się od nowa, niż oduczać się nawyków, a jednak moje nawyki z innej Formuły 1 trochę mi na początku przeszkadzały. Nie znaczy to od razu, że były to negatywne rzeczy, ale łatwiej jednak uczyć się od nowa. Największym wyzwaniem była masa auta. Dla mnie dziś jakby się przewrócił świat. W ciągu jednego okrążenia zrozumiałem, że to, co mam zakodowane w mózgu w ogóle nie ma nic wspólnego z tym, co prowadzę teraz. Tę wagę auta naprawdę czuć. Sto kilogramów więcej, gdy wchodzisz w zakręt i nagle ucieka tył... To dużo większe wyzwanie. Także utrzymać auta w szybkich zakrętach, pomimo faktu, że docisk jest ogromny, to jednak tych sto kilogramów czuć.

Czy po tym jednym dniu byłby pan w stanie już startować w F1?
To zbyt skomplikowane pytanie. Nie mnie oceniać. Po prostu dużo się nauczyłem. Wiem, że pewne rzeczy muszę poprawić, co jest naturalne i wiem, że jeśli po czterdziestu minutach przerwy, wsiadając ponownie do bolidu poczułem się dużo bardziej komfortowo, to też wiem, że gdybym wrócił jutro rano, to wszystko byłoby dużo bardziej naturalne. Priorytetem była właśnie praca nad tym i zrobiłem tu duży postęp.
          Swoje komentarze po testach Roberta Kubicy na Węgrzech zaprezentowali również dziennikarz Włodzimierz Zientarski, jeden z najbardziej utytułowanych polskich kolarzy, szef Lang Team Czesław Lang oraz nasza legenda rajdowa Krzysztof Hołowczyc...

Jedno jest pewne… To jest żywy scenariusz, na genialny film. Jest taki film o Laudzie o Sennie i znacznie głębszym filmem, takim ludzkim byłby film o Robercie Kubicy. I Na pewno będzie! Jeżeli facet po tak straszymy wypadku, nie wycofuje się i mówi tam jest mój cel. Ja do niego dojdę różnymi drogami. To jest tak dopingujące, mówi zapewne ‘Tak jestem w domu’ . On powinien dla mnie być w Ferrari, to było jego miejsce naturalne, on miał wejść do Ferrari. Renault w pewnym sensie jest jego macierzyste, z Renault był zawsze związany. - tak te ważne wydarzenia na Hungaroringu podsumował Włodzimierz Zientarski


Krzysztof Hołowczyc swoja opinię na temat testów Roberta wyraził w jeszcze bardziej doniosłych słowach: To był ważny dzień dla polskiego motorsportu. Robert sześć lat po fatalnym wypadku znowu wsiada do bolidu F1 i pokazuje, że jest w stanie jeździć tempem porównywalnym z aktualną czołówką kierowców. Jaki trzeba mieć hart ducha, jaką determinację, żeby całe swoje życie przez te dłuuugie sześć lat podporządkować temu jednemu celowi Forza Robert! Cała Polska jest z Ciebie dumna!
               
             Natomiast w ten oto ciekawy, okraszony wieloma wypowiedziami Roberta, filmowy sposób testy naszego kierowcy podsumowała Formula 1 Official.
              
              O krótkie podsumowanie testów Roberta pokusił się również Manager Roberta, Włoch Alessandro Alunni Bravi: To jest ostatni krok z Renault. Po nim nie mamy żadnych innych planów. Przyszłość Roberta zaczyna się w czwartek. Robert spisał się bardzo dobrze. Był regularny, przejechał więcej niż dwa wyścigi, czyli 142 okrążenia. Zrobił znacznie więcej, niż wszyscy oczekiwali. Jego tempo było bardzo mocne. Potrzebował tylko kilku okrążeń, aby zaaklimatyzować się w tym samochodzie, który jest bardzo wymagający. Ma bardzo dużą przyczepność, zupełnie inną jednostkę napędową w porównaniu z tą, którą testował wcześniej, a on od razu czuł się komfortowo w samochodzie. Testy wypadły bardzo dobrze, ale póki co nie można nic konkretnego powiedzieć o przyszłości Roberta... 

AKTUALIZACJE

07.08.2017 godz. 08:25

Nieeee... Nie ukrywam, że gdy się nie ścigałem... Choć nie! To nie jest tak! Rower ogólnie jest niebezpieczny. Nie da się wyeliminować ryzyka. Ono jest i tyle. Tu wracamy do kwestii, jak bardzo męskim sportem są wyścigi. Wszyscy mówią, że to motocykliści są stuknięci. Pędzą na dwóch kołach i w ogóle... - masakra. A ja czasami zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę kolarze zjeżdżają w Alpach czy w Pirenejach, w grupie, nie znając drogi. Pędzisz 100 km/h na rowerze, na cieniutkich oponach, które mają kilka milimetrów styczności z asfaltem. Wystarczy parę kamyczków i leżysz. Prędkości są ogromne, nie ma kombinezonów, kask jest, ale umówmy się - nie motocyklowy czy samochodowy. Więc tak naprawdę to są właśnie kozacy! - Robert opowiada o swojej kolarskiej pasji dla Przeglądu Sportowego... polecamy:  Robert Kubica opowiada o swojej kolarskiej pasji
Alessandro Petacchi
 06.08.2017 godz. 15:00

                ... Renault Sport Formula One Team: 900,000 followers! Thank you. So so so much!!... a proszę bardzo :-)... mamy tylko nadzieję, że zdają sprawę czyja to zasługa...
05.08.2017 godz. 16:30

                 ...wakacje w pełni tymczasem "ciągnie wilka do lasu"... Robert wspiera przyjaciela (Tobia Cavallini) podczas Milano Rally Show 2017... 
esuka official

esuka official
05.08.2017 godz. 16:00

                  ...ładnie się prezentuje oficjalny profil FIA na FB :-) ...
05.08.2017 godz. 11:00

                  ...trochę wspominek z Hungaroringu od Kacpra Solana...



03.08.2017 godz. 18:30

Alessandro Alunni Bravi (Robert Kubica Manager)
To był fantastyczny dzień dla Roberta i jest to niesamowite uczucie, że dzielimy go z polskimi fanami, którzy przyjechali go wspierać. Przede wszystkim chcemy podziękować wszystkim Polakom, którzy chcieli stawić się na Hungaroringu.

Robert spisał się bardzo dobrze. Był regularny, przejechał więcej niż dwa wyścigi, czyli 142 okrążenia. Zrobił znacznie więcej, niż wszyscy oczekiwali. Jego tempo było bardzo mocne. Potrzebował tylko kilku okrążeń, aby zaaklimatyzować się w tym samochodzie, który jest bardzo wymagający. Ma bardzo dużą przyczepność, zupełnie inną jednostkę napędową w porównaniu z tą, którą testował wcześniej, a on od razu czuł się komfortowo w samochodzie. Potrzebował trochę więcej czasu, aby odpowiednio zrozumieć, jak działają opony – ponieważ używał wcześniej innych – aby nauczyć się tak dużo, jak się dało.

Myślę, że Robert może być zadowolony z tego, czego dotychczas dokonał. Potwierdził, że jest wyjątkowo osobą. Czuję, że zasługuje, aby tu być. Dla fanów, dla samego siebie i za to, czego dokonał już w swojej karierze. A jeśli chodzi o przyszłość, mam nadzieję, że ułoży się wspaniale, ale obecnie musimy się cieszyć dniem dzisiejszym i nie myśleć za dużo o tym, co będzie.


Jean-Michel Desnoue (Autohebdo.fr)
Robert rozwiał wszelkie wątpliwości, co do swoich umiejętności. Jest równie dobry, jak wcześniej, a kwestie fizyczne nie stanowią problemu, ale martwię się trochę o to, który zespół go weźmie. Jeśli Renault nie wstawi go wkrótce do auta na wyścig, bardzo ciężko będzie znaleźć fotel na 2018 rok. Kluczowa będzie druga połowa tego sezonu. Idealny scenariusz? Renault zastępuje Jolyona Palmera Robertem, który pokaże, co naprawdę potrafi podczas weekendu wyścigowego. Jeśli spisze się bardzo dobrze, trudno byłoby nie zaoferować mu miejsca na kolejny rok.

F1 bardzo by na tym zyskała, bo to fantastyczna historia, ale zapomnijmy o wypadku i comebacku. Nawet bez tego Robert ma wspaniałą osobowość. Wystarczy, że jako kierowca F1 ma w sobie to coś. Aurę. Jest twardy, walczy na torze i zawsze bardzo ciekawie się z nim rozmawia. Jest prawdziwy. Niewielu kierowców to ma. Może Alonso, może Hamilton… F1 potrzebuje takich charakterów. Szczególnie, że on już nie jest młody. Ma 32 lata i bardzo dojrzał. Jest bardziej… ludzki. A za to, co zrobił w tym teście… Wielki szacunek!


Roger Benoit (Blick. SUI)
Wszyscy w F1 czekaliśmy na ten test. Kubica poradził sobie jeszcze lepiej, niż przypuszczaliśmy. To była sensacja! Świetna robota, choć to zabawne, że prawie się rozbił, zanim wyjechał na tor.

Myślę, że sam nie spodziewał się, że będzie aż tak dobrze, ale… Nie popadajmy w euforię. Na razie to Renault dało mu tę szansę i jeśli chce dalej iść tą drogą, to oni muszą dać mu kolejną. Robert powiedział: moim celem jest Formuła 1, ale jestem realistą. To oznacza, że potrzebuje więcej doświadczenia w nowym aucie.

Moim zdaniem powinni wystawić go już w najbliższym piątkowym treningu na Spa. Pojeździłby przez tych 90 minut, spotkał się z pozostałymi kierowcami na torze, porównał czasy okrążeń. To byłby kolejny, wielki krok. Start w niedzielnym wyścigu nie wchodzi jednak w grę, bo Renault straciłoby zbyt dużo pieniędzy i musieliby się bujać po sądach. Chcieliby pożegnać Palmera, ale nie jest to łatwe. To byłaby jednak najlepsza szansa dla Kubicy.

Nie ma zbyt wielu wolnych miejsc w F1. Zapomnijcie o Ferrari, McLarenie, Mercedesie, Red Bullu a także Toro Rosso, bo oni nigdy nie biorą ludzi z zewnątrz. Haas i Force India mają zajęte miejsca, Sauber byłby złym wyborem. Williams… Nie wiem, co by powiedział ojciec Lance’a Strolla, bo to on tak naprawdę jest właścicielem zespołu. Zostaje tylko Renault. Mam nadzieję, że dadzą mu kolejną szansę.


Roberto Chinchero (Motorsport.com)
Robert dokonał czegoś niewiarygodnego. Po tak długiej przerwie, w 40-stopniowym upale, w bolidzie najmocniejszej, najszybszej generacji ostatnich dwóch dekad, przejechał aż 142 okrążenia! Trzy miesiące temu nie postawiłbym jednego euro, że coś takiego w ogóle będzie możliwe! Czemu F1 potrzebuje Kubicy? Ostatnio przywykliśmy do “plastikowych” wypowiedzi, ale Robert jest inny. Otwarty. Tego niestety teraz brakuje. Jest jednym z niewielu kierowców, którzy mają z ludźmi bezpośredni kontakt. A nie jest to PR-owa gadka. On jest prawdziwy. Taką ma osobowość.

Gdy rano wyjeżdżał na tor, pod garażem stały wszystkie media i nie rozmawialiśmy o technice, tylko o człowieku. Są oczywiście inne osobowości w F1, które sprawdzają się marketingowo. Hamilton na przykład ma swoich followersów, ale nikt nie jest taki, jak Robert. On jest wyjątkowy.

Teraz potrzebuje więcej kilometrów w nowych samochodach. To człowiek, a nie robot. Przepisy utrudniają jednak testowanie, więc jedyną możliwością są jazdy w pierwszych piątkowych treningach przed wyścigami. Taki powinien być kolejny krok. Gdyby od razu wystartował w wyścigu i na przykład doszłoby do wypadku… Ten świat jest dziwny. W jednej chwili winduje cię na szczyt, a w kolejnej wciska w ziemię.

Robert musi przejść jak najlepsze przygotowania. Oczywiście, jeśli będzie chciał wrócić! Bo on tu nie jest dla pieniędzy, czy sławy. On jest tu dla własnej satysfakcji, więc najpierw musi mieć stuprocentową pewność. Decyzję podejmie wyłącznie wówczas, jeśli będzie przekonany, że znów może być szybki. Inaczej nie wróci. Na sto procent.

03.08.2017 godz. 13:30

               ...Robert Kubica w bardzo szczerej rozmowie z Chief F1 Writer BBC Sport Andrew Bensonem odsłania kulisy swojej walki o powrót do Formula 1...

Prawda jest taka, że pierwszym momencie walczyłem o to, aby przeżyć. Ludzie skupiają uwagę na moim ramieniu, bo to moje największe ograniczenie, ale miałem wiele złamań. Byłem połamany od prawej stopy do ramienia. Właśnie dlatego rehabilitacja trwała tak długo. Gdyby nie to, że jeżdżę zawodowo, prawdopodobnie straciłbym rękę
- rozpoczął rozmowę Robert

Ludzie widzą we mnie kierowcę, ale są momenty, w których przypominasz sobie, że jesteś przede wszystkim człowiekiem. Znalazłem się wtedy w trudnej sytuacji. Pierwsze dwa miesiące były bardzo ciężkie. Widząc mnie, kibice zastanawiali się, jak szybko wrócę za kierownicę. Pomyślałem: najważniejsze, bym każdego dnia budził się szczęśliwy, później można pomyśleć o ściganiu. Dojście do jakiegoś sensownego poziomu zajęło mi dwa lata. Nawet rok po wypadku czułem ból w zależności od tego, jakie panowały warunki atmosferyczne - zaznaczył Kubica.
  Chciałem, by moje życie wróciło do odpowiedniego rytmu. Wiedziałem, że jeśli dostanę szansę, muszę ją wykorzystać. W większości samochodów osiągałem cel, który sobie stawiałem. Cztery miesiące temu nikt nie przypuszczał, że będę testował bolid. Doceniam to, co zrobiło Renault. Chcę dać z siebie wszystko - kontynuował Robert
Dzięki testom poznaje siebie jako kierowcę, ale też jako człowieka. Kłopoty zdrowotne ograniczają mnie bardziej w życiu codziennym niż za kierownicą. Na co dzień jestem normalnym facetem. Robię rzeczy, które robią też inni. A jeśli chodzi o ściganie, w tej chwili największym problemem jest nie tylko siła, ale też ograniczenia ruchowe. Brakuje mi odpowiedniej rotacji w łokciu i nadgarstku - tłumaczy Kubica.
Nie wiem, co się wydarzy i nie wiem, przed jak wielką szansą stoję. Ludzie, którzy mnie znają, wiedzą, że jeśli tu jestem, to znaczy, że mogę tego dokonać. Mówiąc szczerze, ostatnie trzy miesiące to mój najlepszy czas w karierze - zakończył nasz kierowca

03.08.2017 godz. 11:45

                ...pamiętajcie o obserwowaniu profilu FB partnera Roberta, firmy Olimp Sport Nutrition... już dzisiaj możliwa niespodzianka dla wszystkich kibiców :-)...
 
03.08.2017 godz. 11:00

                  ...kolejna interesująca statystyka z węgierskiego tygodnia F1 dla miłośników analiz i porównań...

03.08.2017 godz. 10:00

              ...świetne, zresztą jak zawsze, zachowanie kibiców Roberta Kubicy na Hungaroringu...cała ekipa Renault Sport Formula One Team była pod ogromnym wrażeniem tak jak i członkowie pozostałych zespołów w paddocku... BRAWO!


GALERIA
Tomasz Kolibski
Tomasz Kolibski
Tomasz Kolibski
Tomasz Kolibski
Tomasz Kolibski
Renault Sport Formula One Team
F1 Fanatic

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz